W zamierzeniu autorki z jej książkami miało być tak:

ich pierwsze wydania miały być artystyczne i niskonakładowe, a dopiero drugie typowe. W ogóle nie planowała robienia e-książek. Zwłaszcza, że nie umie, a jeśli książka ma pozostać autorską, musi się nauczyć. Zresztą wciąż jeszcze nie wie czy się za tę nową porcję „niezbędnej” wiedzy rzeczywiście weźmie. Dla książki 1 i 2 starała się o tekst komentarza do jej treści, o który poprosiła listownie pewnego francuskiego zakonnika. Obie książki przetłumaczyła na j. francuski jej znajoma romanistka. Wysłała więc tłumaczenia, prośbę i jeszcze trzy różańce, żeby upewnić o jej katolickiej wierze. Już bardzo dawno wysłała, kilka lat temu (5 lub 6 lat temu [dziś mamy rok Boży 2019]), ale do dziś nie otrzymała odpowiedzi.

Moje świadectwa (książka 1 i 3) są w pewnym sensie odpowiedzią na zachętę (żeby się na te tematy, o których mówi tytuł tej książki próbować wypowiadać), na którą trafiłam w dokumencie Jezus Chrystus dawcą wody żywej. Refleksja chrześcijańska na temat NEW AGE, Poznań 2003. Innymi słowy bez tego dokumentu Papieskiej Rady d/s Kultury i Papieskiej Rady d/s Dialogu Międzyreligijnego nie byłoby tych moich świadectw, w których dość istotne jest to, że byłam tego świadopoglądu ofiarą, czyli osobą poszkodowaną, nie zdającą sobie sprawy z niebezpieczeństw tego typu ruchów. Dlaczego w ogóle znalazłam się w przestrzeni oddziaływania tego typu ruchów? Dlatego, że urodziłam się za Żelazną Kurtyną, więc nie miałam skąd wziąć w 2 poł. lat 90-tych zeszłego wieku na ten temat żadnych wiarygodnych ostrzeżeń.

12 kwietnia 2018 roku, na witrynie Radia Watykańskiego trafiłam na dziennikarską notatkę pt. Indyjscy biskupi: joga jest niezgodna z doktryną chrześcijańską. Może zacytuję fragment tej notatki, gdyż ujmuje dobrze istotę problemu: Hinduscy biskupi podreślają, że pomimo iż praktyka ta wyrosła ze świeckich tradycji, rozprzestrzeniła się przez wpływ hinduizmu i bramińskiej dominacji. Istnieje niebezpieczeństwo, że gesty i ćwiczenia fizyczne mogą stać się bałwochwalcze same w sobie i zbyt łatwo można pomylić doświadczenia fizyczne płynące z jogi, z działaniem Ducha Świętego — otrzegają hierarchowie. Rozeznałam to samo! Dodam, że tego się nie da rozeznać, jeśli się ćwiczy. Potrzeba kilku lub nawet kilkunastu lat trwania w nawróceniu na ten temat, żeby dojść do osobistej pewności, że to naprawdę jest niebezpieczne. Wychodzi się z tego najpierw decyzją woli (mam teraz na myśli osoby ochrzczone), z zaufaniem komuś na ten temat, wbrew własnemu przekonaniu i w bezwarunkowym (przynajmniej na ten właśnie temat) oddaniu siebie Duchowi Świętemu, a wychodzenie daje podobne doświadczenie jak zwycięstwo nad nałogiem alkoholowym.

Kto już jest na ten temat na drodze nawrócenia, może skorzystać z metody, którą znam od Ojców Karmelitów Bosych, a która polega na unikaniu bałwochwalstwa przez skupienie uwagi na tym co na pewno dobre, czyli przez zajmowaniem się dobrem, a nie grzechem.

Okładka książki <cite>Zachowaj czujność. Świadectwo o moim wychodzeniu ze światopoglądu New Age</cite> - foto